Bajkoterapia „Bajka o lwie, strusiu i dwóch papugach”

Drodzy Rodzice,
Co 2 tygodnie, w piątki będziemy dzielić się z Państwem bajkami edukacyjnymi i terapeutycznymi, które mogą pomóc dzieciom w przezwyciężaniu lęków związanych z różnymi sytuacjami, a także rozwijać umiejętność radzenia sobie w sytuacjach trudnych.

Dziś dzielimy się z Państwem bajką edukacyjną dla dzieci, które łatwo i szybko się złoszczą.

„Bajka o lwie, strusiu i dwóch papugach” A. Borowiecka

Uczucie złości towarzyszy nam na wszystkich etapach życia. Dlatego im wcześniej będziemy uczyć dzieci, jak kontrolować tę emocję, tym lepiej. Idealną inspirację do rozmów o złości stanowi poniższa bajka edukacyjna.

W małym zoo gdzieś na przedmieściach mieszkał lew. Lew jak to lew miał wspaniałą rudą grzywę, długi ogon zakończony równie rudą kitką, lśniącą sierść i potężne łapy z ostrymi pazurami, choć w zasadzie pazury w zoo były mu niepotrzebne, gdyż codziennie w samo południe dostawał solidną porcję mięsa i wcale już nie musiał się uganiać za obiadem, bo i po co. Lew najbardziej lubił wygrzewać się na słońcu. Leżał wtedy wyciągnięty na kamiennej półce i leniwie machał ogonem, by odpędzić natrętne muszki, które lubiły z kolei spacerować po jego nagrzanej sierści. Kiedy tak leżał w słońcu i mrużył swoje kocie oczka, wyglądał całkiem jak mały, rozkoszny kiciuś wyłożony na kanapie czy parapecie. Miał zadowoloną minę i w ogóle wyglądał tak słodko, że aż chciałoby się podejść i pogłaskać go po kudłatym pyszczku. I tylko duża czerwona tabliczka z napisem „UWAGA!!” zdradzała, że może to być mylne wrażenie. Tuż obok lwa mieszkał struś i dwie papugi. Struś był z natury milczkiem, za to papugi od rana do wieczora gadały jak najęte. Przy czym rzadko kiedy udało im się powiedzieć coś odkrywczego. Zazwyczaj jedna przez drugą powtarzały swoimi skrzekliwymi głosami co popadnie, a mimo to były z siebie bardzo zadowolone. Struś był zadowolony, bo przy papugach nic nie musiał mówić. A lew był zadowolony, gdy świeciło słońce i wtedy wcale nie zwracał uwagi na strusia milczka i papugi gaduły. Lecz pewnego dnia wszystko potoczyło się całkiem inaczej.
– Bura chmura – zaskrzeczała nagle papuga, wlepiając wzrok gdzieś wysoko, wysoko.
– Chmura, chmura – powtórzyła zaraz druga.
I wtedy wszyscy – czyli lew i struś i druga papuga także – jak na komendę zadarli łebki do góry, by upewnić się, czy aby papuga nie stroi sobie głupich żartów. Lecz bynajmniej nie były to żarty. Nad zoo rzeczywiście zawisła wielka bura chmura, która z wolna zaczęła przepychać się ze słońcem.
– Z dużej chmury mały deszcz – mruknął lew od niechcenia i jakby wcale się tą chmurą nie przejął. Lecz nagle słońce całkiem się schowało, a deszcz zaczął padać tak mocno, jakby się z kimś założył, że w jednej chwili zmoczy wszystko do suchej nitki. Papugi przezornie ukryły się pod daszkiem i przekrzywiały swe zwinne łebki to w prawo, to w lewo, patrząc na strusia, który biegał z kąta w kąt, jakby wierzył, że w ten sposób uda mu się umknąć przed deszczem. A lew? No cóż… lew nie zdążył nawet rozejrzeć się za jakimś schronieniem, a już jego wielka grzywa nasiąkła niczym gąbka. To wystarczyło, by na dobre się rozzłościł. Na domiar złego małe krople deszczu zaczęły spływać wolno z rudych kosmyków, aż w końcu jedna kropla zsunęła się wprost na lwi nos.
– Tego już za wiele! – mruknął lew i poczuł nieodpartą potrzebę, by z tej złości na kogoś ryknąć.
Pech chciał, że akurat tuż obok przebiegał struś uciekający przed wielką kroplą deszczu, która leciała wprost na jego głowę. Przed kroplą udało mu się wprawdzie umknąć, lecz nie umknął przed lwem, który ryknął ze złości najgłośniej jak umiał. Kiedy pech zrobił swoje, a lew tak strasznie ryknął, struś najpierw ze strachu schował głowę w piasek, a zaraz potem strasznie się na lwa obraził. Bo kto to widział tak ryczeć na strusia?! Złościć się owszem można, proszę bardzo! Ale żeby zaraz z tej złości straszyć strusia? Przecież to nie on ściągnął nad zoo te kłębiaste chmury, a już na pewno nie miał w tym interesu, by lwia grzywa przemokła do suchej nitki.
– Ale draka – zaskrzeczała papuga.
– Nie byle jaka draka – dodała druga, bo sytuacja rzeczywiście była dość napięta.
Najpierw nikt się do nikogo nie odzywał. Struś paradował obrażony, zadzierając głowę najwyżej jak umiał, by pokazać lwu, jaką to mu przykrość sprawił tym strasznym ryknięciem. Lew siedział zawstydzony i udawał, że nic się nie stało. Papugi zaś przyglądały się temu wszystkiemu z zaciekawieniem. A potem nagle wszyscy zaczęli mówić jednocześnie. Lew mówił, że to nie jego wina. Papugi, że to wszystko właśnie przez niego. Struś, że lew nie musiał tak ryczeć, tylko mógł się schować przed deszczem. Lew na to, że nie zdążył i się zdenerwował, bo mu grzywa zmokła, no i w tej sytuacji musiał na kogoś ryknąć. Papugi na to, że lew to gapa. Lew, że wcale nie. Papugi swoje, że gapa. Struś, że mógł ryknąć ot tak ogólnie, a nie akurat na niego. I tak trwałaby ta kłótnia pewnie do kolacji, lecz na szczęście spoza chmur wyjrzało słońce i pierwsze swe promienie skierowało wprost na lwią grzywę. Raz, żeby lew już się tak nie złościł, a dwa to trochę przez przypadek, bo tylko on jeden siedział na samym środku wybiegu. Kiedy więc słońce wysuszyło wreszcie rudą grzywę i lew całkiem odzyskał dobry humor, pomyślał sobie, że faktycznie nawet najbardziej ulewny deszcz to jeszcze nie powód, by ryczeć na strusia. Wyciągnął więc łapę na zgodę i mruknął:
– Nie gniewaj się strusiu, przepraszam.
Struś z początku tak się zawziął, że nie spojrzał nawet w stronę lwa i ani myślał przyjmować przeprosiny. Dopiero, gdy lew obiecał, że będzie się chował przed deszczem i nie będzie już ryczał na strusia i na nikogo innego też, struś się nieco udobruchał.
– Słowo? – dopytywał, żeby się upewnić.
– Tak, tak – mruknął lew – daję słowo! Nie będę już na nikogo ryczał bez powodu!
I tak wraz z burą chmurą rozeszły się strusiowe żale i lwia złość. I tylko papugi siedziały jak gdyby nigdy nic i skrzeczały dalej:
– Ale draka. Draka, draka. Draka nie byle jaka.
Bo nie wiedzieć czemu, bardzo im się to słowo spodobało.

Lew w białostockim ZOO. Ponoć urwał głowę dziecku... - Podlaskie TV

Poniżej przedstawiamy zabawy i sytuacje edukacyjne do bajki.
1. Z dużej chmury mały deszcz… czy z małej chmury duży deszcz?rozmowa na temat emocji, które towarzyszą dzieciom w sytuacji, kiedy coś je rozzłości. Zdarzają się sytuacje, które mogą spowodować, że dziecko się zdenerwuje, zezłości. Czasami jest właśnie tak jak w bajce „O lwie, strusiu i dwóch papugach” – z małej chmury duży deszcz. Wystarczy błahostka, by wywołać lawinę złości (często nasilenie negatywnych emocji jest całkowicie nieadekwatne do sytuacji, która je wywołała). Niestety, zazwyczaj odbija się to na osobie niemającej nic wspólnego ze „źródłem” złości. Dlatego też warto zwrócić dziecku uwagę na to, jak w sposób akceptowalny może „wyrzucić z siebie złość”. W trakcie rozmowy można zapytać dziecko o przyczynę złości lwa: Co go tak rozzłościło? Czy miał powód, by ryczeć na strusia? Czy mógł zrobić coś inaczej? A co Ciebie złości? Co robisz, gdy się zdenerwujesz? Jak zachowuje się osoba, która jest zezłoszczona? W jakich sytuacjach denerwujesz się na kolegę
2. Jak się złościć? – szukanie rozwiązania w formie burzy mózgów. Można zachęcić dziecko do wypowiadania się na temat tego, w jaki sposób reaguje, gdy je coś zdenerwuje. Propozycje zapisuje się na arkuszu papieru lub zaznacza w formie schematycznego rysunku (np. można krzyczeć, tupać, uderzać w coś, ryczeć jak lew, rzucać czymś, pluć). Gdy dziecko podzieli się swoimi propozycjami, można zachęcić je do zastanowienia się nad tym, które z tych propozycji są niewłaściwe i dlaczego np. nie można rzucać przedmiotami. Trzeba podkreślić, że złości należy pozbywać się w taki sposób, by nie ranić innych osób – można stworzyć plakat, jak radzić sobie ze złością w sposób pokojowy.
3. Jak lew ryczę… – zabawa ruchowa z elementami ćwiczeń ortofonicznych. Można pokazać dziecku dwie ilustracje (słońce i ciemna chmura). Dziecko „zamienia się” w lwa. Gdy muzyka ucichnie, a dorosły podniesie ilustrację ze słońcem, „lew” kładzie się na dywanie i mruczy (tak jak lew wygrzewający się na słońcu: mrrrrrrrrr); zaś gdy podniesie ilustrację z chmurą – „lew” głośno ryczy niezadowolony: łaaaaaa.
4. Drzewko, otrząśnij się – zabawa rozwijająca umiejętność rozładowywania napięć. Dziecko stoi na dywanie. W trakcie historyjki opowiadanej przez dorosłego dziecko potrząsa kolejnymi częściami ciała. Jesteśmy wszyscy jabłonkami, których gałęzie są pełne dojrzałych, ciężkich jabłek. Owoce ważą tak dużo, że chcemy się ich pozbyć. Dlatego też najpierw strząsamy je z tej gałęzi (prawa stopa). Teraz kolej na następną gałąź (lewa stopa), a teraz strząśniemy owoce z tej gałęzi na górze (prawa ręka) i jeszcze z tej wyższej (lewa ręka). Kilka jabłek nie chce spaść, dlatego musimy ponownie bardzo mocno potrząsnąć wszystkimi gałązkami (całym ciałem). Gdy „drzewka” już uwolnią się od ciężaru, mogą zatańczyć taniec radości (do dowolnej wesołej muzyki).
5. Kwiaty dla ciebie… – rysowanie pod dyktando. Można poprosić dziecko, by przypomniało sobie zachowanie lwa po tym, jak ryknął na strusia (najpierw udawał, że nic się nie stało; potem przemyślał swoje zachowanie; w końcu przeprosił). Można zadać pytania: Czy warto przepraszać? W jaki sposób można przeprosić kogoś, komu sprawiło się przykrość? Prowadzący podsumowuje rozmowę stwierdzeniem: Można podarować kwiaty – chociażby narysowane! Aby ułatwić rysowanie, warto nauczyć dziecko krótkiego wierszyka:

Kwiatek
W środku koło, na nim płatek,
drugi płatek, trzeci płatek,
czwarty płatek,
jeszcze kreska. I jest kwiatek.

źródło: magazyn Bliżej Przedszkola